EN PL

Europejczycy dziś i jutro. Demografia, polityka społeczna, gospodarka

EEC 2013. Europa się starzeje. Czas na działania

wnp.pl (Małgorzata Bożym)
Wkrótce wszyscy odczujemy wpływ demografii na nasze życie. Europa starzeje się i to nierównomiernie. Tymczasem Unia w obszarze polityki rodzinnej nie wypracowała żadnej wspólnej strategii, a w Unii Europejskiej nie ma nawet dwóch państw o zbliżonym poglądzie na ten temat - alarmowali uczestnicy debaty "Europejczycy dziś i jutro. Demografia, polityka społeczna, gospodarka", zorganizowanej w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
W GALERIACH

Dyskusję zdominowała dyskusja na temat starzenia się Europy, prorodzinnej polityki rządu i systemu emerytalnego.



Stwierdzenie, że społeczeństwo Europy się starzeje to slogan, ale i zarazem synteza. Proces ten nie przebiega jednak we wszystkich krajach podobnie. Według Eurostatu najstarsze pokolenia są obecnie w Niemczech i we Włoszech, a najmłodsi są zdecydowanie Irlandczycy. Tam też jeśli chodzi o przyrost naturalny sytuacja wygląda dość optymistycznie. Najgorzej w tym zakresie wypadają Słoweńcy i Niemcy. W tych krajach współczynnik dzietności wynosi ok. 1,2 – 1,4.



- Rzeczywiście Europa się starzeje, ale w każdym kraju sytuacja wygląda inaczej. Europa starzeje się nierównomiernie. Warto zwrócić uwagę na dosyć duże zróżnicowanie jeżeli chodzi o dzietność w poszczególnych krajach. Są kraje gdzie wynosi on 1,2 , a są kraje gdzie przekracza 2. 1,2 to bardzo mało, dalece za zastępowalnością pokoleń – mówi Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego w latach 2006 – 2011. Zwraca on uwagę na to, że Unia Europejska w obszarze polityki rodzinnej nie wypracowała żadnej wspólnej strategii, a w Unii Europejskiej nie ma nawet dwóch państw o zbliżonym poglądzie na ten temat.



Joanna Kluzik-Rostkowska, zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, podkreśliła, że niebawem wszyscy odczujemy wpływ demografii na nasze życie. - Łączy się ona przecież z edukacją. Obecnie mamy do czynienia z lawiną zamykania szkół, uczniów jest coraz mniej. Według prognoz w 2015 roku liczba maturzystów będzie równa ilości miejsc na publicznych uczelniach. Oznacza to wielką walkę pomiędzy uczelniami publicznymi a niepublicznymi. Dostęp do uczelni wyższych będzie w przyszłości bardzo łatwy, ale niekoniecznie przełoży się to na korzystną sytuację na rynku pracy - podkreśliła.



Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, zwrócił uwagę, że Komisja Europejska jak zwykle za późno dostrzegła problem bezdzietności i starzenia się społeczeństwa. - Dziś mamy dzietność na poziomie 1,2. Jest to ogromny problem. Przyjmując ten współczynnik - 10 pokoleń i statystycznie 40 mln naród może zniknąć – zaznaczył.



Joanna Kluzik-Rostkowska nawiązała do problemów i dylematów z którymi borykają się młodzi ludzie myśląc o dziecku. Zaznaczyła, że problem kobiet, które nie angażują do opieki nad swoimi dziećmi babć, nie wynika z tego, że one jeszcze pracują zawodowo, ale że mieszkają na drugim końcu Polski i dlatego nie są w stanie pomóc w wychowaniu wnuków. W Warszawie np. 50 proc. mieszkańców pochodzi z innego miasta. Oczywiście żłobki by pomogły, ale nie zachęciłyby do eksplozji dzietności. - Musimy się pogodzić z faktem, ze osoby posiadające więcej niż 2 dzieci są i będą w mniejszości. Dlatego potrzebna jest rozsądna polityka migracyjna, do której rząd powinien się już przygotowywać – powiedziała Rostkowska. Jednocześnie zaznaczyła, że ponad 80 proc. rodzin wielodzietnych w Polsce wymaga wsparcia państwa. Większa ilość dzieci przekłada się bowiem na proporcjonalnie mniej pieniędzy na ich utrzymanie. - To nie pomaga w podejmowaniu decyzji o kolejnym dziecku – zaznaczyła.



Mirosława Boryczka, członek zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych SA, w kwestii starzejącego się społeczeństwa i opóźniania decyzji o dziecku nawiązała do problemu emerytur. Podkreśliła, że porządna emerytura to przecież nie jest świadczenie socjalnie – to ubezpieczenie od ryzyka, że dożyjemy tego wieku w którym nie damy rady już pracować i musimy jakoś przeżyć.



- Z tego ubezpieczenia zrobiliśmy benefit socjalny, wystawiamy rachunki nie do pokrycia następnym pokoleniom – mówi członek zarządu ZUS.



Boryczka podkreśla, że system emerytalny stworzyliśmy dla innego modelu społeczeństwa – kiedy wydawało się ze nigdy nie zabraknie dzieci. Taki model był prawidłowy za Bismarcka, ale nie teraz. Społeczeństwo jest coraz starsze, problem polega na tym ze chcemy żyć dłużej w zdrowiu, a nie dłużej pracując. Musimy się przyzwyczaić jako społeczeństwo do tego, że pracować musimy cale życie. Społeczeństwo staje się coraz bardziej indywidualistyczne, a jego pojedyncze jednostki coraz bardziej egoistyczne.



Jacek Ziarno, moderator panelu i z-ca redaktora naczelnego miesięcznika Gospodarczy Nowy Przemysł, przytoczył dane Komisji Europejskiej, która podkreśla, że dziś na jednego emeryta przypada 4 osoby w wieku produkcyjnym, ale za 40 lat będą to tylko dwie osoby.



Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha stwierdził, że politycy karmili i karmią młodych ludzi propagandą, że będą dostawali ponad 3 tys. zł emerytury. Tymczasem dzisiejsi młodzi ludzie mają do wyboru albo głodową emeryturę na poziomie obecnych 400 zł miesięcznie, albo inwestycję w rodzinę, która gdy się zestarzeją ich utrzyma. Każdy wybór niesie za sobą określone konsekwencje.



Joanna Kluzik-Rostkowska zauważyła, że dla większości społeczeństwa argument, aby mieli więcej dzieci, bo inaczej system emerytalny się zawali jest zbyt słabym argumentem przemawiającym za dzietnością.



Mirosława Boryczka z ZUS-u stwierdziła, że bez względu na to jak długo będzie trwała dyskusja o przyczynach obecnego stanu, trzeba sobie jasno powiedzieć, że jesteśmy w takim momencie, kiedy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie co dalej? Obecny model musi ulec zmianie., bo zmieniło się społeczeństwo. Przedstawicielka ZUS przypomniała, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych to my wszyscy. Pieniądze w ZUS-ie pochodzą z naszych pieniędzy. Pokolenie pracujące transferuje pieniądze do niepracujących. Ryzyko demograficzne jest takie same w obu filarach. Nierozwiązana pozostaje kwestia skąd brać kolejne środki, gdy zmienią się proporcje pracujących i niepracujących.



Stanisław Kluza zauważył, że decyzje o dzietności są prawie zawsze powiązane z analizą ekonomiczną. - W grupie rodzin niezamożnych jest najgorsza sytuacja: są na tyle dostatnie, że nie wpadają w żadne widełki, aby państwo im pomagało, ale na tyle niezamożne, że dochód na jednego członka rodziny jest bardzo niski – podkreśla Kluza.



W tej grupie znajdują się osoby, które decydują się na emigracje i w nowym kraju szybko mają dzieci. Polacy są najbardziej dzietną grupą wśród emigrantów w Europie. Natomiast osoby pozostające w Polsce rzadziej decydują się na dzieci. Dlatego zdaniem Kluzy kluczowa jest polityka tego rządu, który przez 6 lat nie interesował się problematyką demograficzną. Można powiedzieć, że ostatni czas został zmarnotrawiony, bo Polska biorąc pod uwagę współczynniki dzietności wśród krajów całego świata przesunęła się w tym czasie na 10 miejsce od końca na liście 220 krajów i jest pod tym względem na szarym końcu. W Europie jest tylko jeden kraj , który wypada gorzej i jest to Bośnia i Hercegowina.



- Trzeba też pamiętać, że Polska będzie miała z powodów demograficznych obniżoną konkurencyjność gospodarczą– zaznaczył Kluza.



Jednym z elementów kształtowania polityki demograficznej są podatki a konkretnie kwota wolna od podatku, która została wprowadzona na przełomie 2006/2007 roku.



- Pozostałych narzędzi Polska prawie nie wykorzystuje, a jest z kogo brać przykład: Niemcy, Francja. Niemcy na politykę rodziną łożą znaczące środki, ale z drugiej strony rezultat tych działań nie jest zadowalający. Mówiąc o Niemczech należy zauważyć, że jest tam bardzo duża liczba osób samotnych, ale jeśli już mówimy o rodzinach są one wielodzietne. Francja natomiast ma odmienny niż wiele krajów system pomocy, ale jednocześnie dosyć skuteczny. We Francji bardzo korzystne jest dla osób dobrze zarabiających posiadanie dużej rodziny – dodał Kluza.



Joanna Kluzik zaznaczyła, że Francja prowadzi politykę prorodzinną od 20 lat, a od 12 ona przynosi efekty. Niemcy zaczęli podobne działania prowadzić o wiele później. Robert Gwiazdowski zauważył natomiast, że Francja była zawsze przodowniczką w Europie jeśli chodzi o poprawność polityczną. Dlatego trzeba wziąć pod uwagę fakt, że część dzieci rodzi się we Francji w rodzinach, które są arabskimi emigrantami w drugim pokoleniu, gdzie model rodziny jest inny.



Odnosząc się do sytuacji w Polsce bardziej niż do kopiowania pomysłów francuskich i stosowania ulg podatkowych Gwiazdowski zachęcał do nieprzeszkadzania ludziom w rozmnażaniu się i podał przykład podatku dochodowego, który najbardziej obciąża młodych ludzi w wieku produkcyjnym. Lukę po tym podatku mogłyby zapewnić państwu wpływy z podatków pośrednich jak np. zrównanie podatku VAT na wszystkie produkty, w tym żywność do ok. 20 proc.



Paneliści poruszyli również kwestię migracji. Jeśli obecne trendy demograficzne się utrzymają, to w roku 2050 np. Rosja będzie miała o 15 mln mieszkańców mniej, Niemcy o ponad 7 mln, a Polska 5 mln. Ale będą również kraje, gdzie obywateli dzięki migracji przybędzie np. Irlandia, Francja czy Hiszpania. Stanisław Kluza uważa, że Polska nie będzie w długim okresie beneficjentem migracji. Polska jest krajem biedniejszym w obszarze socjalnym, co oznacza, że jest krajem mniej atrakcyjnym niż np. Francja. Możemy natomiast w niektórych przypadkach być krajem tranzytowym, ale emigranci, którzy się u nas zatrzymają czasowo, będą docelowo szukać innego miejsca na swój dom.



Mirosława Boryczka uznała, że największym problemem Polski jest zatrzymanie wyjazdów, a nie wzmocnienie polityki imigracji do naszego kraju. Nie jesteśmy na tym polu wystarczająco konkurencyjni wobec innych krajów, więc nie mamy co się obawiać, że imigranci będą chcieli drenować nasz system opiekuńczy.



Joanna Kluzik-Rostkowska stwierdziła, że odnosząc się do emigracji trzeba wspomnieć o tym, że w tym wypadku nałożyły się dwie kwestie. - Kiedy otworzyły się granice z Polski wyjechali ludzie młodzi, ok. 26 lat. Po 5 latach mieszkania za granicą zdecydowali się na posiadanie dzieci, bo to był ich czas (ok. 30 l.). Potem trudno im było podjąć decyzje o powrocie, bo uznali, że ich dziecko i oni już się tam zakorzenili.



Dlatego nie można powiedzieć, że w Polsce ludzie nie chcą rodzić dzieci, a jak wyjadą, to od razu wzrasta ich dzietności. Problemem jest ich powrót do Polski. Rząd może pomóc to zrobić organizując m.in. targi pracy za granicą. Dotrzeć do nich z ofertami pracy do miejsc gdzie obecnie mieszkają, np. w Londynu i pokazać im, że mają realne szanse znaleźć pracę, otworzyć własny biznes w Polsce. Nie muszą zaczynać wszystkiego do nowa, mogą przenieść swoją aktywność z jednego rynku pracy na drugi, a nie wypaść z niego przez powrót z emigracji.



W sprawie rozwiązywania migracji wewnętrznej i wyludniania się niektórych miast został przywołany przykład Opolszczyzny. Centrum Adama Smitha aktywnie uczestniczy w projekcie Opolskiej Specjalnej Strefy Demograficznej.



- Opole jest w szczególnej sytuacji – bardzo złej. Ten region to dobry poligon doświadczalny także dla Unii Europejskiej. To najmniejsze województwo w Polsce, więc eksperyment nie będzie specjalnie rzutował na sytuację kraju, gdy się nie powiedzie. Można pozwolić sobie tam na eksperyment. Ja osobiście wierze w ten projekt., który według planu będzie gotowy na koniec roku – powiedział Robert Gwiazdowski. Program będzie się skupiał na takich kwestiach jak: szkolnictwo zawodowe, czyli co zrobić, by przedsiębiorcy chcieli inwestować w regionie oraz jak powinien wyglądać urząd przyjazny dla obywatela.



Stanisław Kluza powracając do tematu systemu emerytalnego podkreślił, że obecny system naprawdę się nie bilansuje. – Przy tym poziomie dzietności, który mamy obecnie, pokolenie naszych dzieci będzie o 1/3 mniej liczne od pokolenia swoich rodziców. Polska będzie musiała zatem zastanowić się nad dużo głębszą reformą systemu emerytalnego. Niewykluczone, że w przyszłości ponownie będzie się toczyła dyskusja w sprawie wieku emerytalnego. Pamiętajmy, że ekonomią też rządzą prawa natury – podkreśla Kluza.



Mirosława Boryczka zaznacza, że emerytury to system solidarnościowy, międzypokoleniowy, nie indywidualny. Nie płacimy do ZUS-u pieniędzy na naszą emeryturę, tylko na wypłatę emerytur dla naszych rodziców. Obecnie wpłacamy na ten cel ok. 1/5 naszych zarobków. To znaczy, że jeżeli będziemy tyle samo czasu pracować i tyle samo czasu na emeryturze, to dostaniemy tylko1/5 naszych zarobków. Żeby dostać więcej musimy zmienić proporcję.



Koniec sesji zdominowała gorąca dyskusja o OFE.



Joanna Kluzik-Rostkowska przyznała, że na początku była zdania, że otwarte fundusze emerytalne to jest bardzo dobry pomysł, po czym zmieniła zdanie.



- Założeniem była konkurencja między funduszami, a więc była i nadzieja , że próg 7 proc. prowizji zostanie obniżony. Ten próg był zapisany w ustawie, a fundusze nie chciały z niego zrezygnować. Dopiero jak sejm zdecydował o obniżce do 3,5 proc. fundusze zeszły do tego poziomu. Ostatnio okazało się, że fundusze nie zamierzają wypłacać nam zgromadzonych pieniędzy do końca życia tylko np. przez 10 lat. To dało dowód na to, że środków nie wystarczy, aby wypłacać świadczeniodawcom do końca życia. Rząd obecnie pracuje nad przeglądem systemów emerytalnych – wyjaśnia.



Robert Gwiazdowski jest zdania, że OFE to eksperyment na społeczeństwie. Jego zdaniem nie należało go tworzyć w takiej postaci. Po ‘98 roku było jasne, że katastrofa demograficzna nastąpi. Dziś minister Rostkowski mówi, że państwo wpadło w pułapkę w OFE. Tymczasem rząd przyjmując OFE wiedział, że oznacza ono dłuższy czas pracy i niższe emerytury.



- Teraz dyskusje powinniśmy prowadzić o rynku pracy i kosztach pracy oraz polityce prorodzinnej czyli o samych fundamentach – zaznacza prezydent Centrum im. Adama Smitha.

WYSZUKIWANIE SESJI

Proszę wybrać dzień

Proszę wybrać lokalizacje sesji

Nazwa sesji

Wydawcą serwisu 2013.eecpoland.eu jest Grupa PTWP SA.