EN PL

Czy można liczyć kulturę?

Przemysł kreatywny szansą dla gospodarki w czasie kryzysu

wnp.pl (Paweł Jachowski)
Przed przemysłem kreatywnym istnieje świetlana przyszłość i może on być olbrzymią szansą dla gospodarki w czasie kryzysu. Należy przy tym dążyć do bliższej współpracy biznesu z artystami – to główne wnioski wynikające z sesji „Czy można liczyć kulturę”, która odbyła się w poniedziałek na V Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.

Dyskusję rozpoczął Piotr Voelkel, prezes Grupy Kapitałowej Vox. W swoim wystąpieniu skupił się na podkreślaniu znaczenia kultury w organizacji. – Wiem z rozmów z fachowcami od komunikacji, że prawdziwym wyróżnikiem, który może pokazać firmę z dobrej strony, jej istotną przewagą nad konkurencją jest właśnie kultura tej firmy – zaznaczył.



Sporą część wystąpienia Piotra Voelkela stanowił opis działalności Grupy Kapitałowej Vox. Jej przypadek – a zwłaszcza szkoły School of Form - w dalszej części sesji wielokrotnie stanowił punkt odniesienia do rozważań do na temat przemysłów kreatywnych oraz modeli współpracy biznesu z kulturą. – Biznesy, które mają ambicję być firmami globalnymi, zaspakajającymi potrzeby bardzo wielu ludzi, muszą znaleźć pomysł na to, jak kształcić projektantów – mówił Voelkel, przy okazji podkreślając, że w jego przypadku współpraca z ludźmi, którzy ukończyli akademie sztuk pięknych lub politechniki była mało owocna. – Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje. Zrozumiałem, że musimy zmienić model kształcenia. Artyści bowiem chcą realizować swoje marzenia, chcą mówić o sobie. Dzieło sztuki jest przede wszystkim wyrazem ich wolności, ich poglądów, ich marzeń. W tym środowisku nie da się wychować projektanta, którego punkt widzenia musi być diametralnie odwrotny, ponieważ jego marzeniem powinno być sprostać cudzym marzeniom – tłumaczył.



Prezes Grupy Kapitałowej Vox podkreślał, że warto słuchać, co ludzie mają do powiedzenia na temat swoich własnych potrzeb. – Czasami są to mgliste opowieści; jak się je obśmieje, to nic z tego nie wyniknie, ale jak się je próbuje zgłębić to wychodzi, że mogą być niebywałą inspiracją dla projektanta – powiedział.



Jako następna głos w dyskusji zabrała Ewa Voelkel-Krokowicz, prezes Concordia Design. W swoim przemówieniu skupiała się na podkreślaniu roli, jaką odgrywa współpraca firm z artystami. – W 2008 roku zaczęliśmy działalność z projektantami. Udostępniliśmy przestrzeń osobom z branży kreatywnej, artystom – powiedziała, zaznaczając, że współpraca ta okazała się bardzo owocna. Podkreślała, że kierowana przez nią Concordia Design stanowi również inkubator dla młodych firm z różnych obszarów projektowania. Na jednym piętrze budynku ulokowani zostali przedstawiciele branży kreatywnej: architekci, projektanci, graficy, studia projektowe. – To jest około 25 dosyć małych, ale prężnie działających firm. Jest między nami ciekawa synergia – zaznaczyła.



Po jej wystąpieniu kontynuowano wątek rozpoznawania potrzeb klienta. – Projektant wykształcony w środowisku artystycznym będzie próbował swoimi projektami rywalizować z artystami, tworząc design, który się potem sprzedaje w galeriach sztuki w pojedynczych egzemplarzach – zauważył Piotr Voelkel. Jego zdaniem projektowanie bez posiadania wiedzy z zakresu antropologii, psychologii czy socjologii nie ma sensu. Dodał, że w jego opinii tak naprawdę nie ma produktów niezaprojektowanych, są tylko produkty zaprojektowane źle lub dobrze.



Z krytyką, jaka ze strony Voelkela padła pod adresem studentów akademii sztuk pięknych i politechnik nie zgodziła się Monika Smoleń, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. – Owszem, w tym obszarze jest wiele do zrobienia, a jednym z największych problemów jest brak współpracy i komunikacji – powiedziała, zaznaczając jednak, że im więcej będzie w Polsce miejsc, które promują wrażliwość, estetykę, design, tym lepiej. Jej zdaniem należy się skupić na przekładaniu projektów na wdrożenia, które będą funkcjonowały w gospodarce. – Naszym pomysłem na poprawę sytuacji w tym obszarze jest powołanie międzyuczelnianego centrum zarządzania wiedzą, którego celem będzie przede wszystkim wymiana informacji w zakresie wzornictwa, zarządzanie wiedzą, promocja i nawiązywanie bliższej współpracy ze światem biznesu – powiedziała. Takie centrum prawdopodobnie zacznie działać wraz z nowym rokiem akademickim w Łodzi.



Smoleń w trakcie dyskusji zwróciła uwagę na kluczową kwestię, zadając pytanie o to, gdzie tak naprawdę kończy się sztuka. – Myślę, że mamy problem ze zdefiniowaniem przemysłów kreatywnych czy przemysłów kultury – oznajmiła. Podkreślała również wagę inicjatyw dotyczących przemysłu kreatywnego na poziomie Unii Europejskiej. Jak zauważyła, do tej pory były one praktycznie niezauważalne. – Dopiero teraz Komisja Europejska uznała, że przemysł kreatywny, w tym zwłaszcza wzornictwo powinno być takim obszarem, w oparciu o który Europa może budować swoją przewagę konkurencyjną – tłumaczyła.



Zmieniając nieco wątek dyskusji, moderator debaty Jacek Żakowski („Polityka”) zacytował opinię laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Edmunda Phelpsa, który twierdził, że wynalazków i nowych projektów na świecie mamy nadmiar, a jedynie nie ma pieniędzy na ich wdrażanie, ponieważ te odpłynęły do branży finansowej. – To jest dziś w gospodarce Zachodu najważniejszy problem, wyjaśniający też upadek kreatywności i innowacyjności – mówił Żakowski.



Kolejna prelegentka, Joanna Przetakiewicz, dyrektor La Manii stwierdziła, że wielu zdolnych projektantów w Polsce nie ma dziś żadnej przyszłości, ponieważ nie istnieje jakakolwiek winda finansowa mogąca im zapewnić rozwój. Nawiązała też do wypowiedzi Piotra Voelkela na temat rozpoznawania potrzeb klienta. – Bardzo często spotykam się z klientkami i zauważyłam, że tak naprawdę najwięcej dają mi spotkania z nimi, bezpośrednie rozmowy. Oczywiście nie jestem w stanie usatysfakcjonować wszystkich, ale mimo wszystko chcę słuchać i wiedzieć, jakie są oczekiwania – powiedziała. Podkreśliła rolę, jaką w procesie poznawania potrzeb klienta odgrywają badania naukowe. – Jestem jednak w trudnej sytuacji, ponieważ muszę usatysfakcjonować klientki zarówno z Kataru, Londynu, Paryża, Chin, jak i Polski – stwierdziła.



Nieco inne niż wcześniejsi dyskutanci spojrzenie na sytuację artystów przedstawił László Puczkó z Budapest College of Communication and Business. – Wiele firm chciałoby mieć w swoich kadrach artystów, jednak nie chcą ich w ten sposób nazywać. Po prostu potrzebują narzędzia, które pozwolić może na zwiększenie kreatywności i w konsekwencji zysków przedsiębiorstwa – zauważył. Mówił także o ograniczeniach, na które napotykają artyści, takich jak praca z konkretnym budżetem czy terminami. Stwierdził też, że warto przeanalizować sprawę pod kątem marketingu. Pytany przez Żakowskiego o to, czym tak naprawdę jest dzisiaj kultura, czy się w ostatnim czasie zmieniło jej postrzeganie, Puczkó odparł, że ludzie kulturę kojarzą niemal automatycznie z kulturą wyższą. – Tymczasem z tego co wiem, kulturę definiujemy jako wszystko, co ludzkość dała światu – powiedział. Jego zdaniem, z definicji kultury nie można niczego wyodrębnić. – Można stworzyć coś, co się ludziom nie spodoba, ale skoro się nie spodoba, to znaczy, że przynajmniej wywołana została jakaś reakcja – ocenił.



Paweł Potoroczyn, dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza zwrócił z kolei uwagę na to, że w dzisiejszych czasach nie jesteśmy w stanie zagospodarować wszystkich naszych wybitnych artystów. – Jesteśmy świadkami erupcji talentów i kreatywności w każdej dziedzinie kultury na skalę bez precedensu – ocenił. Za przykład na poparcie tej tezy wskazał twórców gier komputerowych. Przemysł ten już teraz ma większe obroty na świecie, niż przemysł filmowy. – Nie ma bardziej kreatywnej dziedziny przemysłu niż gry komputerowe - zasugerował Potoroczyn. Zastanawiał się także nad rozgraniczeniem kultury wyższej i kultury masowej. – Kultura ma swój własny system pokarmowy. W Polsce nie tak dawno pop i entertainment to była Ewa Demarczyk i Marek Grechuta – tłumaczył. Jego zdaniem państwo generalnie powinno dbać o czubek tego systemu po to, żeby jego koniec, czyli kultura lżejsza, masowa, również odzyskał pewną jakość.



Potrzebę wsparcia z góry podkreślała w swojej wypowiedzi także Ilona Kanclerz z Modnego Śląska. W trakcie dyskusji zachwalała potencjał drzemiący w tym regionie. – To miejsce, które w tej chwili do zaoferowania ma przede wszystkim potencjał ludzki – oceniła. Jej zdaniem olbrzymi potencjał do polepszania wizerunku regionu drzemie zwłaszcza w młodych ludziach obecnych w mediach społecznościowych. - W nowej rzeczywistości, w XXI wieku musimy sobie odpowiedzieć na ważne pytanie: w jakim kierunku będziemy zmierzać? Warto więc zastanowić się skąd przychodzimy, obejrzeć się, zobaczyć, jaka historia za nami stoi, również historia kultury – stwierdziła.



Wiceprezes Alvernia Studios Marek Gabryjelski w swojej wypowiedzi postawił na charakterystykę segmentów, w których usługi świadczy jego wytwórnia filmowa. – Mimo że zarówno segment produkcji reklamy, rynek gier wideo, jak i filmy fabularne to biznesy kreatywne, to jednak mamy do czynienia z bardzo różnym światem i różnymi ludźmi – tłumaczył. Krytykował fakt, że na rynku reklamy w ogromnej większości przypadków reżyser czy operator nie mają przestrzeni do zrobienia czegokolwiek ciekawego. – Jest to bardzo silny kompromis między tym, co chce klient, tym, na co pozwala budżet oraz tym, co wymyśli agencja – zaznaczył.



Gabryjelski bardzo mocno zachwalał natomiast rynek gier wideo. – Tam są ludzie, którzy zaczęli w wieku około 20 lat. Oni sami zdecydowali, że to, co robią, chcą robić dla ludzi. W efekcie powstały naprawdę potężne firmy, które produkują fantastyczne rzeczy, sięgają po topowych hollywoodzkich scenarzystów – powiedział. Zwrócił uwagę na to, że tak naprawdę w Polsce nie było szkół kształcących grafików komputerowych, one dopiero powstają, gdy widać, że jest rynek i jest potrzeba. Z kolei gdy chodzi o filmy fabularne, w opinii Gabryjelskiego mamy do czynienia z sytuacją, gdzie artyści kończą szkołę i próbują realizować projekty, jednak są zbyt skupieni na sobie. – W bardzo małym stopniu zastanawiają się dla kogo, o czym i po co dany film powstaje. Ludzie nie potrafią odpowiedzieć, czy robią film, żeby zaspokoić swoje własne potrzeby kreacji czy po to, żeby poszli na niego widzowie i żeby ten film przyniósł pieniądze – powiedział.



Zastanawiając się nad dotychczasowym przebiegiem dyskusji Jacek Żakowski doszedł do wniosku, że im lepiej przemysły kreatywne sobie radzą, tym częściej pojawiają się nowe wyzwania dla całego świata sztuki. Pytał dyskutantów, czy kultura powinna radzić sobie sama, funkcjonować w ramach wolnego rynku, czy też potrzebny jest mecenat państwa. Zdaniem Moniki Smoleń, odpowiedź nie jest zerojedynkowa. – Ani jeden, ani drugi model nie jest właściwy. W moim przekonaniu o przemysłach kreatywnych długo nie mówiliśmy jako o tej sferze, której potrzebna jest jakakolwiek pomoc państwa, traktowaliśmy ją jak działalność biznesową – tłumaczyła. Jej zdaniem obecnie rośnie świadomość, że jest to jednak działalność obciążona dużym ryzykiem i że bez pomocy i pewnych konkretnych mechanizmów obszar ten sobie nie poradzi. Wyraziła opinię, że przemysł kreatywny może być szansą dla gospodarki w czasie kryzysu. – Może być przewagą konkurencyjną Polski, a także niektórych innych krajów Europy – oceniła.



Zbliżając się do końca sesji, Paweł Potoroczyn zastanawiał się nad tym, czy warto przeinwestować dziewięciu niezdolnych artystów po to, aby urodzić tego jednego zdolnego, genialnego. – Światłe społeczeństwa już rozwiązały ten problem – zauważył. Jego zdaniem, to człowiek jest najważniejszy w świecie, w którym już za chwilę infrastruktura i koszty siły roboczej będą wszędzie takie same, a produkt identyczny.



Podsumowując dyskusję, Jacek Żakowski wskazał na to, że przed przemysłem kreatywnym stoi świetlana przyszłość. Podkreślił również, że być może wcale nie ma potrzeby budowania jakichkolwiek wyraźnych granic, wyciągania części kreatywnej z przemysłu i kreacji przemysłowej z kultury.

WYSZUKIWANIE SESJI

Proszę wybrać dzień

Proszę wybrać lokalizacje sesji

Nazwa sesji

Wydawcą serwisu 2013.eecpoland.eu jest Grupa PTWP SA.